Wyjątkowość tej metody polega na przestrzeni, którą zasilają nauczyciele i praktykujący—
nie tylko tej fizycznej, ale przede wszystkim przestrzeni wejrzenia w siebie.
Szacunek
Przestrzeń, w której praktykujemy, to coś więcej niż podłogi, ściany i sufity. To mikroświat, który współtworzymy, prowadzeni kompasem praktyki.
A jednak to właśnie powierzchnie, na których kładłam matę, zapisały się we mnie najmocniej.
Dywany w starej Shali w Gokulam — ich intensywny zapach pamiętający niezliczone krople wysiłku i oddania, nierówności powstałe z nakładających się warstw i kolorów.
Później nowa podłoga: świeża, potrzebna zmiana, choć zmysły tęskniły za dawnymi wrażeniami.
Czerwień posadzki w Morjim, cienie rzucane przez bujną roślinność ogrodu, promienie słońca wpadające wąskimi ścieżkami przez uchylone okna — wszystko to tworzyło atmosferę, w której praktyka stawała się czymś więcej niż sekwencją ruchów.
Te powierzchnie nauczyły mnie bezszelestnie rozwijać matę i zajmować tylko tyle przestrzeni, ile potrzeba, by nie zakłócać skupienia innych. Uczyły szacunku do miejsca, do nauczycieli i do osób praktykujących obok. Uczyły współtworzyć atmosferę łagodności.
Zawsze widziałam w tym coś wyjątkowego — że we współczesnym świecie, w dorosłym życiu, spotykamy się o świcie i bez słów kształtujemy wspólnie swój i czyjś dzień. Tym samym dokładamy cząstkę do trwałości praktyki. Bo przychodząc, dajemy sobie, dajemy innym i sprawiamy, że tradycja pozostaje żywa.
Połączenie
Jednym z najbardziej poruszających momentów praktyki jest chwila, gdy wszyscy zatrzymujemy się na wspólną mantrę.
Mantrę, która tego samego dnia wybrzmiewa w tysiącach shali i domów na całym świecie — śpiewana na głos lub powtarzana w myślach.
Mantrę, którą w przeszłości, teraz i w przyszłości wypowiedzą miliony ust, niosąc tę samą czystą i piękną intencję.
To chwila, która zaznacza, jak praktyka przenika czas i kontynenty.
Koncentracja
Gdy nasze dłonie, przyciśnięte do siebie i uniesione, formują Anjali mudrę, symbolizują skierowanie uwagi ku temu, co czyste i dobre.
Wzmacniają intencję prowadzącą praktykę.
Przywołują nas do chwili obecnej, by umysł porzucił nawyki i błądzące myśli. Przez powtarzanie — utrwalamy nowe.
Ofiarowanie
Dyscyplina tworzy rytuał. Rytuał transformuje.
Przynosi lekkość, jasność umysłu, łagodność ruchów i serca.
Proste podążanie za oddechem, słuchanie bez forsowania — zmienia tak wiele, gdy dajemy sobie czas i zaufanie.Przestajemy reagować, uczymy się obserwować.
PRZESTRZEŃ
Wspiera ją cisza, zapalone diya, ołtarz, zapach kadzidła, kwiatowe mandale.
Trudno o takie okoliczności gdziekolwiek indziej. Jest w tym coś magicznego, choć jednocześnie prostego.
Esencja Ashtanga Yogi — magiczna prostota i piękno detalu.
Każda i każdy z nas poczuł kiedyś to miejsce w sobie — wewnętrzną ciszę i jasność, zaufanie, ucieleśnioną wdzięczność, spokój, poczucie sprawczości.
Shala jest tym doświadczeniem, tylko w powiększonym wymiarze.
Za każdym razem, gdy kończyłam praktykę w Mysore lub Morjim, czekałam w drzwiach, by podziękować nauczycielom. Spotykaliśmy się wzrokiem, składaliśmy dłonie przy sercu i czuliśmy odwzajemnione wzruszenie — że po raz kolejny zaufaliśmy sobie nawzajem i praktyce.
Zawsze miałam nadzieję, że to nie ostatni raz, a jednocześnie głęboką wdzięczność, że mogłam być tam kolejny dzień.
Choć odsuwałam tę myśl, czułam, że kiedyś te drzwi się zamkną.
Z odejściem Sharatha i chorobą Sharmili zamknął się pewien etap.
Ale to, czego doświadczyłam w miejscach, które stworzyli, pielęgnuję w sobie jak ogród pełen wiecznych kwiatów, głębokich korzeni i zmieniających się sezonów.
To zdjęcie uwieczniło jedną z wielu mali, które przynosiłam do Shali — ale w tym momencie wyjątkową, bo powieszoną w podziękowaniu podczas ostatniego poranka, który spędziłam tam w ubiegłym roku.
Mam nadzieje, że spędzę jeszcze wiele poranków nawlekając na nić nagietki, róże i liście mango, a potem zaniosę je do Shali, by wyrazić, swoje z głębi serca podziękowanie.
© [Tom Rosenthal, zdj.2, Justyna Traczyk, zdj.1,3,4,5,6,7,8] Wszystkie prawa zastrzeżone.